Czas wakacyjny

Czas wakacyjny to bardzo przyjemny okres. W czasie wyjazdu, kiedy zostajemy całą rodziną „wyciągnięci” z naturalnego środowiska, możemy na nowo poznać swoje potrzeby i oczekiwania. Dowiadujemy się, z czego możemy zrezygnować „bez spiny”, a bez czego my oraz nasze dzieci nie umiemy funkcjonować.

Pisałam już o tym, jakie skutki może mieć szczera rozmowa z dzieckiem (o rozmowie można przeczytać tutaj: http://rodzicielstwo-relacyjne.pl/2018/07/16/przelom/). Jednak rozmowa to nie wszystko. Aby powstał skuteczny dialog potrzebne są dwie strony, które oprócz naprzemiennego mówienia potrafią jeszcze uważnie słuchać.

Słuchanie jest ciężką sztuką, a podczas wychowywania dzieci – niezastąpioną i niezwykle cenną umiejętnością. Nasze dzieciaki bardzo często dają różne sygnały, zwłaszcza przed tym, zanim ich zachowanie zacznie być odbierane przez nas, jako niegrzeczne. Rozszyfrowanie ich nie zawsze jest proste i oczywiste. Nam – dorosłym, w natłoku codzienności, trudno jest skupić uwagę na pojedynczych słowach i gestach. Nie potrafimy zagłębiać się w swoje uczucia, wychwytywać sygnałów, które występują zanim wpadniemy w złość czy frustrację, lubimy obwiniać innych za swój nastrój oraz chętnie wydajemy osądy – taka natura ludzka. Nie starcza również czasu lub umiejętności, aby wychwytywać sygnały od naszych dzieci. A dzieci, niesłuchane podczas wczesnego dzieciństwa, jako nastolatki przestaną mówić, twierdząc, że przecież i tak nikt ich nigdy nie słucha (na bunt nastolatka składa się wiele czynników, a wszystko jest bardziej złożone, ale o tym innym razem).

Urlop to czas, kiedy wielu z nas wyjeżdża, odcina się od pracy i codzienności. Odrywając się od tego, co otacza nas na co dzień i wkładając trochę wysiłku w słuchanie i obserwowanie tego, co dzieje się z naszymi dziećmi, na luzie i bez pośpiechu, można zaobserwować bardzo ciekawe rzeczy i wyciągnąć różne wnioski. Czas poświęcony rodzinie jest bezcenny.

 

Spędziliśmy ostatnio z dzieciakami tydzień na wczasach. Siedem dni z dala od domu, pracy, codziennych obowiązków.

 

Czy odpoczęliśmy? Hm… Ciężko stwierdzić, pilnowanie 4 i 5 latka nad morzem nie należy do łatwych zajęć. Ciągłe skupienie i troska, aby nie stała im się krzywda, żeby dwóch żywiołowych szkrabów się nie zgubiło między parawanami lub nie wpadło do wody, nie jest skutecznym sposobem na odpoczynek. Jednak to jest urok urlopu – przebywanie z dziećmi i dla dzieci. Jeden wolał pływać – drugi robić zamki z piasku, jeden chciał frytki – drugi gofra, jeden wolał skakanie na dmuchańcu – drugi cymbergaja i tak całe wakacje.

Po co więc wyjeżdżamy? Bo dziecięca radość, która towarzyszy temu całemu galimatiasowi, ładuje nas na cały rok. Ich śmiechy, fascynacja, beztroskość, błyszczące szczęściem oczka – to sprawia, że człowiek zaczyna doświadczać, przeżywać życie, a nie tylko żyć od – do. Skupionym na dzieciach rodzicom łatwiej jest też usłyszeć więcej od wyluzowanych i szczerych dzieci.

Przy dwójce i większej ilości dzieci zachowania bywają inne niż przy jedynakach. Rodzeństwo, nawet najbardziej kochające się, zawsze przechodzi etap rywalizacji. Najczęściej u małych dzieci tyczy się to rywalizacji o miłość i uwagę rodziców. Starszy robi się zazdrosny, że nie jest już jedynym obiektem zainteresowania mamy bądź taty, młodszego boli to, że starszy może więcej, bo rodzice mu na więcej pozwalają, więc z pewnością bardziej go kochają. Takich życiowych przykładów można przytoczyć mnóstwo. Wielu rodziców stwierdzi – przecież ja kocham swoje dzieci równo i one doskonale o tym wiedzą. Ja też bardzo często mówiłam chłopcom, że kocham ich tak samo, ale ich rywalizacja i tak ciągle narastała. Każdy z nich, wbrew pozorom, nie chce być kochany tak jak brat, tylko wyjątkowo i bardziej – to normalne. Dbam o ich indywidualność, starając się pokazywać jak bardzo ich kocham między innymi za to, że są tak różni.

Na wakacjach jednak zdarzyła się sytuacja, która dała mi do myślenia. Julek z racji tego, że jest trochę starszy pamięta już więcej zasad. Wie, że nie wolno się oddalać od rodziców i uciekać. Jak gdzieś chce pójść, to pyta czy może. Mikusiowi zdarza się o tym zapominać, dlatego trzeba więcej skupienia, żeby gdzieś się nie zapodział. Szliśmy promenadą nad morze, Julek jak zawsze grzecznie i blisko, a Mikuś o dziwo bez upominania, sam z siebie szedł za rączkę, bez wyrywania się. Postanowiłam pochwalić synka, że tak zmienił swoje zachowanie i powiedziałam:

 

– Mikołaj, ty to już chyba masz 4 lata, bo wiesz, że nie można uciekać i tak grzecznie idziesz z mamusią. Robisz się już dużym chłopcem i pamiętasz o takich zasadach. Naprawdę mnie to cieszy.

Mikuś z dumą uśmiechnął się, a Julek na to:

– Mamusiu, a czemu do mnie tak nie mówisz?

 

No właśnie i tu był zonk. Zatkało mnie całkowicie. Oczywiście bardzo szybko naprawiłam błąd, ale przytoczyłam ten przykład z innego powodu.

Julek uczony rozmowy o swoich uczuciach, odezwał się w momencie, kiedy poczuł się ominięty, niedoceniony, może nawet zazdrosny. Mogliśmy dzięki temu o tym porozmawiać. Jednak dużo dzieci się nie odezwie, ich zazdrość i frustracja narasta. Zaczyna się przeobrażać w złość wobec brata/siostry, który zabiera mu uwagę i miłość rodzica. Pojawia się mechanizm prowadzący do rozumowania w stylu: „skoro mama nie widzi, kiedy jestem grzeczny, chwali za to tylko brata, to będę niegrzeczny – wtedy mnie zauważy”. Julian zapytał wprost, Mikołaj pewnie użyłby słów „A ja?” – takie łatwiej jest zlekceważyć, przeoczyć. Wiele dzieciaków często używa takiego sformułowania.

Warto się przyjrzeć sytuacjom, w których dzieci się do nas tak zwracają, aby zmniejszyć rywalizację między rodzeństwem. Pamiętajmy, że uczucia, które narastają prowadzą do kumulacji, która kiedyś wybucha. Nie da się żyć bezstresowo i tak wychowywać dzieci. Jesteśmy tylko ludźmi, więc nie jedno przeoczymy i nie zrobi to większej krzywdy naszym dzieciom, ale starajmy się słuchać. Przychodzi moment, kiedy dziecko potrzebuje naszych zapewnień o miłości, czasem podkreślenia indywidualności, odmienności a przede wszystkim akceptacji. Wsłuchujmy się w to, co mówi, a poznamy jego oczekiwania. Nie wszystkie będziemy mogli spełnić, ale są takie momenty, kiedy trzeba powiedzieć to, co wydaje nam się oczywiste i teoretycznie wiadome wszystkim.

Dziecko nie potrafi czytać w myślach, a wiele rzeczy musi zwyczajnie usłyszeć.

 

 

K.W.